Uważność, która wydaje się oczywista

Praktyka jogi często kojarzy się z uważnością – mówimy o byciu obecnym, o świadomym ruchu, o obserwowaniu oddechu i ciała. Z zewnątrz może się wydawać, że to przestrzeń, w której wszystko dzieje się bardziej świadomie niż gdziekolwiek indziej. A jednak po pewnym czasie pojawia się pytanie, które nie jest już tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać: czy naprawdę widzimy to, co robimy na macie?

Kiedy automatyzm zaczyna zastępować uważność

Wiele elementów praktyki z czasem staje się znajomych. Sekwencje powtarzają się, ciało zapamiętuje ruchy, a przejścia między pozycjami zaczynają odbywać się niemal automatycznie. To naturalny proces, bez niego trudno byłoby utrzymać regularność. Problem pojawia się wtedy, gdy automatyzm zaczyna zastępować uważność. Możemy mieć poczucie, że praktykujemy świadomie, bo wykonujemy znane sekwencje, oddychamy w określony sposób i trzymamy się struktury praktyki. Jednocześnie bardzo łatwo przeoczyć drobne sygnały: napięcie w ciele, moment, w którym oddech się skraca, albo subtelną tendencję do „przechodzenia przez ruch”, zamiast rzeczywistego bycia w nim.

Z czasem tworzy się pewien obraz własnej praktyki, który daje poczucie stabilności. Wydaje nam się, że wiemy, co robimy, gdzie są nasze granice i jak wygląda nasz ruch. Ten obraz bywa jednak uproszczony, nie zawsze odpowiada temu, co faktycznie dzieje się w danym momencie.
Czasami dopiero drobna zmiana, np. inna instrukcja, uważniejsze zatrzymanie się albo spojrzenie z dystansu – pokazuje coś, czego wcześniej nie zauważaliśmy. Nagle okazuje się, że oddech nie jest tak spokojny, jak się wydawało, albo że w ciele pojawia się więcej napięcia, niż byliśmy skłonni przyznać. To nie jest kwestia błędu, tylko naturalny mechanizm ponieważ przyzwyczajamy się do powtarzalności i zaczynamy działać „z rozpędu”. W praktyce jogi widać to szczególnie wyraźnie, bo powtarzalność jest jej podstawą.

Zatrzymać się i zobaczyć więcej

Dlatego uważność nie polega wyłącznie na tym, żeby wiedzieć, co robimy. Czasem polega raczej na tym, żeby co jakiś czas zatrzymać się i sprawdzić, czy to, co myślimy o swojej praktyce, rzeczywiście pokrywa się z tym, co dzieje się tu i teraz. Nie zawsze jest to wygodne doświadczenie, ale to właśnie w takich momentach praktyka zaczyna być bardziej żywa – nie dlatego, że robimy coś nowego, lecz dlatego, że zaczynamy widzieć to, co wcześniej pozostawało poza naszą uwagą.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, dzielę się podobnymi obserwacjami częściej i bardziej na bieżąco na Instagramie.

Namaste!