Joga stała się globalna – ale to samo w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy forma zostaje, a sens znika.

Dziś joga często oznacza sprawne przejście przez sekwencję asan. Mobilność, siła, estetyczne zdjęcie z wygięciem w tle. To nie jest złe ponieważ ciało jest ważnym narzędziem. Ale w klasycznej tradycji asana była zaledwie jednym z elementów ścieżki. Patańdżali nie pisał Jogasutr po to, żebyśmy robili ładne przejścia do stania na rękach. Opisywał proces pracy z umysłem, dyscyplinę, etykę, koncentrację, medytację i wewnętrzną transformację.

Kiedy odrywamy praktykę od jej korzeni, zaczynamy traktować ją jak dowolny system ćwiczeń. Modyfikujemy ją pod trendy, skracamy do tego, co wygodne, omijamy to, co wymagające. Zostaje powierzchnia a my zapominamy, że tradycja nie jest ograniczeniem – jest naszym kompasem.

Wracanie do źródeł nie oznacza zamknięcia się na nowoczesność. Oznacza zrozumienie, skąd dana praktyka pochodzi, jakie ma założenia i dokąd ma prowadzić. Bez tego łatwo pomylić rozwój z autopromocją, a głębię z efektem wizualnym. W klasycznym podejściu joga była drogą życia. Obejmowała sposób myślenia, relacje z innymi, stosunek do dyscypliny i do nauczyciela a przede wszystkim do własnych ograniczeń. Nie była dodatkiem do stylu życia, tylko jego osią. Dlatego warto czasem wyjść poza komfort znanego środowiska. Zobaczyć miejsca, w których ta praktyka dojrzewała przez stulecia. Doświadczyć przestrzeni, gdzie medytacja nie jest „modułem warsztatowym”, ale codziennością.

Powrót do źródeł porządkuje perspektywę i oddziela to, co istotne, od tego, co chwilowe.

Jesienią tego roku współorganizuję podróż do Indii – do miejsc związanych z najstarszą tradycją medytacyjną oraz do Rishikeshu, gdzie praktyka jogi nadal jest częścią codziennego życia w aszramie. Jeśli praktykujesz i czujesz, że potrzebujesz głębszego kontekstu – to może być naturalny kolejny krok.
Szczegóły znajdziesz w zakładce wydarzenia.

Namaste!